środa, 5 marca 2014

Hard.

Cały dzień w domu, jakiegoś bzika można dostać. I pomyśleć, że to dopiero pierwszy dzień zwolnienia, a przede mną jeszcze cały tydzień. Wtorek do kontroli.
Stwierdzam fakt, że na kamerkowych sweetfociach wychodzę o niebo lepiej niż koleżanka, która do niedawna jeszcze chodziła do naszego LO. No cóż, bywa. :):)

-

Zdarzyło mi się już nieraz usłyszeć opinię, że zmieniłam się odkąd wyszłam z gimnazjum. Że stałam się bardziej pewna siebie. I, że ta zmiana to zmiana na lepsze. I nie mogę nie zgodzić się z osobami, które tak sądzą. Co jest najśmieszniejsze - część osób, która tak twierdzi przyczyniła się do tego jaka byłam w gimnazjum. A w gimnazjum to ja byłam szara myszka. Nie wychylałam się zbytnio, nie miałam znajomych też zbytnio, siedziałam cicho w kącie powtarzając w myślach, aby nikt mnie nie zauważył, aby  nikt mnie nie skrytykował, trzyletni pobyt w gimnazjum podziałał na moją psychikę jednak nigdy nie zwracałam się do żadnych specjalistów o pomoc bo nie odczuwałam takowej potrzeby. Po prostu czekałam, aż to się skończy. Nieraz słyszałam słowa krytyki. Zawsze przejeżdżając koło mojego gimnazjum w myślach nazywam to miejsce toksycznym,  bo dla mnie było ono toksyczne. Nienawidziłam tej szkoły i nienawidziłam ludzi stamtąd. Oczywiście była grupa osób, z którymi lubiłam rozmawiać, ale zdecydowana większość jest na nie. Trafiając do gimnazjum od razu byłam na językach choć uświadomiono mi to dopiero w trzeciej klasie. Byłam tą nową, byłam w najgorszej roli jaka mogła się komukolwiek przytrafić. Trafiłam między ludzi, który przebywają ze sobą od podstawówki, a nawet przedszkola. Nie wszyscy się znali, ale klasa do której trafiłam była zrzutką grup osób, które się znają. Od razu czułam, że do nich nie pasuję i oni czuli to samo. Generalnie nie mieli powodów, aby się do mnie przyczepić, ale szukali ich na siłę i w końcu po jakimś miesiącu chyba ten powód znaleźli. Tym powodem było to, że słucham Justina Biebera. Miał wówczas 16 lat i tą swoją grzywkę, odznaczała go dosyć dziewczęca uroda i dziecięcy głos. Chłopakom się to nie podobało, więc jako że już pretekst mieli to zaczęli codziennie przypominać mi kogo piosenek słucham nadając mi pseudonim Bimber. Mimo wszystko słuchałam go dalej. Pamiętam pewnego dnia sama zaczęłam się z tego śmiać i gadać, że oglądanie zdjęć Biebera mnie odpręża. Nie załapali żartu, więc jeszcze bardziej sie wkopałam. Nie będę tu wszystkiego opisywać bo to jest bezcelowe. Chciałam tylko zaznaczyć, że w mniejszym lub większym stopniu mnie to dotykało. Po roku nauczyłam się jak mieć to gdzieś i nie zwracać ta no uwagi.
No i jak pisałam w pierwszej (odsyłam to pierwszej notki! klik) notce.. "Dla lekkiego wyjaśnienia powiem tyle - nie chwaliłam się tym i nie robiłam tego dla "lansu" [..]. Miałam problemy [...] i wyszło jak wyszło. Jak się później okazało - o tym wiedziało sporo osób przez moja bezmyślność, whatever." Właśnie, o tym wiedziało dość sporo osób. Nie wiedziałam, że każdy wpis jaki dodawałam wówczas na Photobloga się udostępniał na Facebooku. Photoblog miał byc moją prywatna odskocznią od rzeczywistości, a czytali go chyba wszyscy ludzie, których trudno nazwać znajomymi.. I tym nieświadomie dałam im kolejny powód do naśmiewania się ze mnie. Sama w ich oczach robiłam z siebie ofiara a oni to wykorzystywali.
A jak teraz jest? Teraz jest inaczej, zmieniłam szkołę w końcu i nie wchodze do szkoły skulona. Wchodzę z uśmiechem i zawsze coby się nie działo staram się uśmiechać, choć wiadomo, nie zawsze się udaje. Co przyniosą jeszcze te dwa i pół roku w liceum tego nie wiem, ale wiem, że ludzie stąd są na o wiele wyższym poziomie niż ludzie stamtąd. I czuję, że do nich pasuję.

-

To co opisałam, to moje odczucia. Jeśli to czytasz i twierdzisz, że tak nie było to cię wyśmieję. Ja to tak odczuwałam i tego nie zmieni nic.








Dziś humor mi nie dopisuje. Smutne.





  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz