niedziela, 6 kwietnia 2014

Właściwy kurs.

Przeglądając tablice na Facebooku, zauważyłam jakiegoś bloga (ponieważ wyświetlają mi się inne, przypadkowe blogi), z nowym postem o obgadywaniu. Więc postanowiłam opisać, a raczej wspomnieć 3 lata dosyć toksycznej znajomości z dwoma dziewczynami, która opierała się tylko (lub w większości) na obgadywaniu siebie nawzajem.

Pewne wspomnienia często bolą lub obrzydzają. Niestety, w tym przypadku do drugie. Niestety, albo stety.. dla mnie. Na potrzeby nie będę ujawniać niczyich imion. Ten kto zna mnie z czasów gimnazjum będzie wiedział o kogo chodzi, ten kto nie - może się jedynie domyślać lub przyjąć, że chodzi o kogoś tam. Dlaczego cenzuruję imiona? Nie chcę niepotrzebnych problemów i nie chcę nikomu włazić w tyłek, ponieważ nie jest mi to ani trochę do szczęścia potrzebne.

Tak jak już mówiłam, obgadywanie. Ciągle. Nie było miesiąca bez żadnej dramy, beż żadnych fochów, bez żadnej kłótni. Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń w trzy osoby, zawsze któraś na którąś napieprza z czystej zazdrości. Między innymi teraz jestem zdania, że nie ma czegoś takiego, że przyjaźnią się ze sobą trzy osoby, siedzą ciągle w trójkę i się sobie żalą w kółeczku. Zawsze są 2 osoby, które dogadują się lepiej, a trzecia jest na doczepnego i ta trzecia jest raczej tą "dobrą znajomą, której też można powiedzieć dużo". Zawsze coś się rozpadnie i zostaną dwie osoby lub rozpadnie się całkiem i każda pójdzie w inną stronę. Zaczęło się od bzdet typu "ej, a "Ch. powiedziała, że brzydko ci w tym". Jednak potem przerodziło się to w coś znacznie gorszego. Nie będę się rozpisywać o wszystkim po kolei. Nie ma to sensu a i tak sama niewiele już pamiętam bo tak naprawdę to o tym tak często nie rozmyślam. Jedną z końcowych akcji było to, że Ch. zgubiła pamiętnik po czym zaczęła mi się żalić, że to pewnie K jej go ukradła i zaczęła ujawniać wszystko u D. na Asku (ktoś przepisywał fragmenty z pamiętnika w pytaniach, wszystkie pikantne szczegóły.), którego czytało sporo osób od nas ze szkoły... I oczywiście musiała dodać jaka to nie jest poszkodowana i jak bardzo nie jest teraz w ciężkiej sytuacji, bo przecież wszystko wyszło na jaw i powstaje masa nowych plotek, które nikogo i tak nie obchodzą, ale sensacja jest to czemu by nie poplotkować, a że główny bohater do pyskatych nie należy... No cóż, trochę się rozpędziłam, ale tak to jest kiedy emocje się troszeczkę wylewają.. Dotąd jestem zdania niestety, że to K. pewnie to wszystko rozpoczęła ponieważ to ona jako pierwsza z nas wiedziała co się dzieje na Asku u D., i to ona znalazła pamiętnik.. Dziwny przypadek, dziwny.Było bardzo dużo różnych akcji, spin. Był czas kiedy w ogóle nie odzywałam się z Ch. Ta sytuacja obrazuję ile jadu było w każdej z nas w stosunku do siebie. W tej całej znajomości ja również nie jestem bez winy. Sytuacja zmusiła mnie do tego, aby również zacząć obgadywać obydwie z nich. Taka toksyczna znajomość bez żadnej przyszłości. Jeśli naprawdę tak było jak podejrzewam... - to jest chore. Jak można wywinąć coś takiego drugiej osobie.
Zawsze kiedy to wspominam obrzydza mnie ze względu na to, że nie wiem jak ja mogłam siedzieć w czymś takim, tak długo. Całe gimnazjum. Na szczęście nie byłam z tym sama. Miałam ludzi poza szkołą, z którymi jakoś to wszystko przetrwałam . Gdyby nie oni to pewnie jeszcze więcej byłoby we mnie jadu i jeszcze mniej wiary w ludzkość.







niedziela, 30 marca 2014

Story of my life.

Ktoś oczywiście się musiał przychrzanić do mojej notki o gimnazjum. Spodziewałam się tego. Jeśli kogoś tak bardzo boli to co napisałam no to UPS, nie mój problem. To tylko i wyłącznie twoje sumienie się odzywa. :)
Komentarze pod tą notką pousuwałam. Ja siebie szanuję, tak samo i swojego bloga, dlatego nie chce go zaśmiecać bezwartościowymi opiniami. Jak ktoś ma jakiś problem i koniecznie musi mnie o tym poinformować to od tego jest facebook lub dla tchórzy jest ask. Kolego/koleżanko - pisanie "nie masz wartości ;x" jest śmieszne. I poprawiłeś/aś mi tym humor bo wybuchłam śmiechem czytając te słowa. 

Niełatwo jest znaleźć w sobie to coś co sprawa, że czujesz się silniejszy, lepszy, a przynajmniej nie czujesz się tym gorszym. Bawi mnie, kiedy ktoś bezpodstawnie mnie ocenia nie zamieniając w życiu ze mną ani słowa lub rozmawiał ze mną raz/dwa. Nie znasz mnie = nie znasz mojego życia, mojej wartości, moich możliwości, nie wiesz jaka jestem = nie masz prawa wypowiadać się na mój temat. Jeśli ja z kimś nie rozmawiam to nie wypowiadam się na temat tej osoby. (No chyba, że są osoby, których naprawdę nie lubię, które naprawdę nie przypadły mi do gustu od początku, ale takich osób jest może z 4.) Jeśli ja z kimś nie rozmawiam to znaczy, że nie mam prawa oceniać tej osoby bo nie mam do tego podstaw. Innym polecam to samo. Tak żyje się łatwiej. I jeśli ja od siebie tego wymagam, to od innych wymagam tego samego.

Jeśli masz zamiar mnie skrytykować, wyrazić na mój temat opinię - proszę cię, nie rób tego anonimowo. Lubię wiedzieć co się wokół mnie dzieje i kto zasługuje na szacunek, a kto nie. :)

+ Ktoś kiedyś na asku przyczepił się, że daje tytuły postów niezwiązane z tematyką posta. Tytuł posta jest zawsze tytułem piosenki, która jest dołączona. Piosenka, której zwykle słucham w trakcie tworzenia notki. Związek mam wiedzieć ja - nie ty.








sobota, 15 marca 2014

Jestem każdym.

Hejka! Dawno mnie tu nie było.. tak jakoś wyszło. No trudno.
Ostatnio często myślę o różnych rzeczach. Na przykład nad tym, że za półtora roku będę miała te magiczne 18 lat. Ta osiemnastka nie jest już tylko cyfrą, ale też pewnym zobowiązaniem. Już nie jesteś dzieckiem, już jesteś traktowany jak dorosły. W pewnym sensie się tego boję i nie chcę, żeby to nadeszło. Przecież 18 lat nie oznacza tylko tego, że już mogę legalnie kupić alkohol czy też papierosy. Wszelkie urzędowe sprawy już muszę załatwić sama, już nie zrobi tego za mnie mama. Cokolwiek zrobię niezgodnego z prawem (nawet przez przypadek) już to ja biorę za to odpowiedzialność, a nie moi rodzicie. Już ja się o to martwię, a nie oni. Chociaż, jeśli chodzi o prawo to w wieku 17 lat mamy już większą odpowiedzialność za swoje czyny. Wiem, że nie mam się o co martwic bo nie jara mnie łamanie prawa, ale wiadomo - wypadki się zdarzają.
Mam 18 lat, mam dowód i co dalej? Przecież to nie koniec. Już samemu trzeba zacząć łapać się w otaczającym nas świecie. Większa odpowiedzialność, samodzielność, świadomość tego, jaki ma się cel w życiu, dążenie do niego i dać sobie z tym wszystkim radę. Już nie jestem Ania, już jestem Pani. Już nie wycofam się z podjętej decyzji, a bynajmniej nie będzie to takie łatwe jak wcześniej.
Wiem, że dopóki się uczę w LO nie mam się o co martwic. Wiem, że dopóki się edukuję nie muszę się przejmować. (Nie mówię tu o studiach, ale o LO). A jak LO już się skończy? Już największym priorytetem nie będzie sprawdzian z polskiego.
Za 3 miesiące skończę 1 klasę liceum. A przynajmniej taki jest plan. Boję się tego co będzie dalej bo tak naprawdę już muszę zadecydować o swojej przyszłości wybierając rozszerzenia od klasy 2 i to z czego będę zdawać maturę. To z kolei decyduje o moich studiach, a studia w sumie o większości mojego życia. Czyli już czas odpowiedzialności za siebie nadszedł.
Za wcześnie, za wcześnie, za wcześnie..


Znów mnie wzięło na Mesajaha. Dobrzeee.

czwartek, 6 marca 2014

I'm Navy, bow down Smilers.

Huhuhu. Bezcennym jest usłyszeć opinię o sobie, że jest się "sezonowcem" zwłaszcza wtedy kiedy piosenek danej osoby słucha się od... może nie od małego ale od "młodziaka". Niestety nie należę do osób, które obojętnie przechodzą koło tego typu komentarzy i często, o ile jest to możliwe staram się udowodnić swoje rację, wyszukać sensowne argumenty i je wykorzystać. Rihannę uwielbiam od dawien dawna, od dawna cenię jej dość kontrowersyjną postać. Klasa 4 podstawówki, końcówka roku 2008, początek roku 2009, a ja już chodziłam po korytarzu nucąc "Umbrella", które wówczas, z tego co mi się wydaję, gościło na listach przebojów.Wtedy ją poznałam i od tamtego czasu łapałam każdy jej utwór który zasłyszałam. Pamiętam będąc jeszcze w 6 klasie podstawówki ciągle katowałam "Disturbia". Ta piosenka była przełomem,  bo nie zachwycałam sie już tylko jej głosem i piosenkami, ale także jej wizerunkiem.. Słuchając w nocy piosenki z mojej wysłużonej MP3, zamykałam się tak jakby w sobie i moja wyobraźnia stwarzała plan teledysku i to, że ja tam jestem i jestem Rihanną i śpiewam.. Ah, ta dziecięca wyobraźnia. :( Może i byłam w 6 klasie i zaraz czekało mnie gimnazjum, ale nie oszukujmy się byłam dzieckiem i nadal nim jestem, mimo że za ponad rok będę miała 18 lat.(Może to odczucie bycia wciąż dzieckiem bierze się z tego, że jestem w rodzeństwie tą "młodszą siostrą"?) Ale powróćmy do tematu. Wówczas nie wiedziałam, że istnieją jakiekolwiek filtry głosu (nie wiem jak to się dokładnie nazywa, ale chyba wiadomo o co chodzi), nie wiedziałam, że głos piosenkarzy jest przerabiany, tak samo jak ich zdjęcia obrabiane są w Photoshopie (wówczas także nie wiedziałam, że taki program istnieje i też nie wiedziałam, że wizerunek gwiazd, zarówno jak ich głos, cera, wygląd jest tak idealizowany i naszpikowany wszelkimi poprawkami, modyfikacjami). Sądziłam, że Rihanna jest idealna tak bardzo i byłam pod wielkim wrażeniem tego co ona wyczynia ze swoim głosem w piosenkach. Broń Boże, nie mówię, że Ryśka jest beztalenciem bo talent ma ogromny.. ale jak u każdej gwiazdy - koncerty live minimalnie się różnią od nagrań na płycie.
Jak może zauważył ktoś u siebie na Asku, pod swoją nazwą i imieniem mam napisane "#ƒ #navy".. O znaczeniu "#ƒ" rozpiszę się kiedy indziej.. teraz o znaczeniu "#navy".


Rihanna Navy to fandom Riri. Zdjęcie nieprzypadkowe (trochę nieaktualne zdjęcie, ale nieprzypadkowe) gdyż Rihanna swoich fanów nazywa swoimi żołnierzami. Za Navy uważam sie od niedawna. Od niedawna dopiero tak naprawde się w to wszystko wkręciłam (pół roku temu, albo więcej?) - zaczęłam dokładniej śledzić jej życie, w nocy wyczekiwać teledysków, które niestety jak na teledyski przystało, swą premierę mają o 1-3 w nocy. Ostatnio teledysk do Can't Remembrer To Forget You z Shakirą miał premierę o 2:35. To wina różniących się stref czasowych na całym świecie.. przynajmniej tak mi się wydaję.
-

A dziś dzień jak co dzień, który się spędza w domu z chorym gardłem. Dziś przyszła do mnie przesyłka od Kamili.. pyszna czekolada, i gazeta Glamour z wywiadem z Rihanną wraz z listem. Trzymajmy się może wersji, że gazeta Glamour we wszystkich sklepach została wyprzedana i jeden,  jedyny egzemplarz został w Łęknicy specjalnie dla mnie. Czytając wywiad rozśmieszyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza to to, że w redakcji Glamour mają dość niedoinformowanych pracowników i napisali, że Instagram Rihanny to "badgilrriri" (Jeśli ktoś nie wie to jest to "badgalriri") i moje ulubione zdanie, jako, że zbytnio za Miley Cyrus nie przepadam od czasu jej występu na VMA: ''Wszystko, cokolwiek wymyśli Miley Cyrus, Rihanna potrafi zrobić mocniej, bardziej łobuzersko i zuchwalej." Powinni jeszcze dodać, że sto razy lepiej.
P.S:Czekolada mi się skończyła. :(
P.S.2: Kaszlnęłam i chyba mi się gardło rozerwało.









środa, 5 marca 2014

Hard.

Cały dzień w domu, jakiegoś bzika można dostać. I pomyśleć, że to dopiero pierwszy dzień zwolnienia, a przede mną jeszcze cały tydzień. Wtorek do kontroli.
Stwierdzam fakt, że na kamerkowych sweetfociach wychodzę o niebo lepiej niż koleżanka, która do niedawna jeszcze chodziła do naszego LO. No cóż, bywa. :):)

-

Zdarzyło mi się już nieraz usłyszeć opinię, że zmieniłam się odkąd wyszłam z gimnazjum. Że stałam się bardziej pewna siebie. I, że ta zmiana to zmiana na lepsze. I nie mogę nie zgodzić się z osobami, które tak sądzą. Co jest najśmieszniejsze - część osób, która tak twierdzi przyczyniła się do tego jaka byłam w gimnazjum. A w gimnazjum to ja byłam szara myszka. Nie wychylałam się zbytnio, nie miałam znajomych też zbytnio, siedziałam cicho w kącie powtarzając w myślach, aby nikt mnie nie zauważył, aby  nikt mnie nie skrytykował, trzyletni pobyt w gimnazjum podziałał na moją psychikę jednak nigdy nie zwracałam się do żadnych specjalistów o pomoc bo nie odczuwałam takowej potrzeby. Po prostu czekałam, aż to się skończy. Nieraz słyszałam słowa krytyki. Zawsze przejeżdżając koło mojego gimnazjum w myślach nazywam to miejsce toksycznym,  bo dla mnie było ono toksyczne. Nienawidziłam tej szkoły i nienawidziłam ludzi stamtąd. Oczywiście była grupa osób, z którymi lubiłam rozmawiać, ale zdecydowana większość jest na nie. Trafiając do gimnazjum od razu byłam na językach choć uświadomiono mi to dopiero w trzeciej klasie. Byłam tą nową, byłam w najgorszej roli jaka mogła się komukolwiek przytrafić. Trafiłam między ludzi, który przebywają ze sobą od podstawówki, a nawet przedszkola. Nie wszyscy się znali, ale klasa do której trafiłam była zrzutką grup osób, które się znają. Od razu czułam, że do nich nie pasuję i oni czuli to samo. Generalnie nie mieli powodów, aby się do mnie przyczepić, ale szukali ich na siłę i w końcu po jakimś miesiącu chyba ten powód znaleźli. Tym powodem było to, że słucham Justina Biebera. Miał wówczas 16 lat i tą swoją grzywkę, odznaczała go dosyć dziewczęca uroda i dziecięcy głos. Chłopakom się to nie podobało, więc jako że już pretekst mieli to zaczęli codziennie przypominać mi kogo piosenek słucham nadając mi pseudonim Bimber. Mimo wszystko słuchałam go dalej. Pamiętam pewnego dnia sama zaczęłam się z tego śmiać i gadać, że oglądanie zdjęć Biebera mnie odpręża. Nie załapali żartu, więc jeszcze bardziej sie wkopałam. Nie będę tu wszystkiego opisywać bo to jest bezcelowe. Chciałam tylko zaznaczyć, że w mniejszym lub większym stopniu mnie to dotykało. Po roku nauczyłam się jak mieć to gdzieś i nie zwracać ta no uwagi.
No i jak pisałam w pierwszej (odsyłam to pierwszej notki! klik) notce.. "Dla lekkiego wyjaśnienia powiem tyle - nie chwaliłam się tym i nie robiłam tego dla "lansu" [..]. Miałam problemy [...] i wyszło jak wyszło. Jak się później okazało - o tym wiedziało sporo osób przez moja bezmyślność, whatever." Właśnie, o tym wiedziało dość sporo osób. Nie wiedziałam, że każdy wpis jaki dodawałam wówczas na Photobloga się udostępniał na Facebooku. Photoblog miał byc moją prywatna odskocznią od rzeczywistości, a czytali go chyba wszyscy ludzie, których trudno nazwać znajomymi.. I tym nieświadomie dałam im kolejny powód do naśmiewania się ze mnie. Sama w ich oczach robiłam z siebie ofiara a oni to wykorzystywali.
A jak teraz jest? Teraz jest inaczej, zmieniłam szkołę w końcu i nie wchodze do szkoły skulona. Wchodzę z uśmiechem i zawsze coby się nie działo staram się uśmiechać, choć wiadomo, nie zawsze się udaje. Co przyniosą jeszcze te dwa i pół roku w liceum tego nie wiem, ale wiem, że ludzie stąd są na o wiele wyższym poziomie niż ludzie stamtąd. I czuję, że do nich pasuję.

-

To co opisałam, to moje odczucia. Jeśli to czytasz i twierdzisz, że tak nie było to cię wyśmieję. Ja to tak odczuwałam i tego nie zmieni nic.








Dziś humor mi nie dopisuje. Smutne.





  



poniedziałek, 3 marca 2014

Twerk like Miley Cyrus.

Przypomniałam sobie hasło. W końcu!
Przeglądając z nudów Twittera natknęłam się na post o mniej więcej takiej treści. "Mam 14 lat, ludzie mówią, że jestem niedojrzała. Mogę mieć nawet 12 lat i wiedzieć więcej o życiu niż nie jeden dorosły."
HA HA HA HA HA, śmieszne.
No doprawdy, bawi mnie takie gadanie. Masz 12 lat i gówno wiesz o życiu. Ja mam prawie 17 lat i też gówno wiem jeszcze o życiu. Taka prawda, sory-memory.
No ale nie o tym. Wracam do blogowania ponieważ czuję, że to mnie odpręża i lubię to po prostu robić.. mimo, że może stworzona do tego nie jestem, ale przecież zawsze można się doskonalić. Ostatnio znów wkręciłam się bardziej w życie internetowe. Twitter, Facebook, Gadu-Gadu, blog i Ask, którego niedawno się pozbyłam, ponieważ on mącił najbardziej.
Własnie - ASK.FM. Portal dla zakompleksionych nastolatków nie mogących znaleźć swojego miejsca w świecie realnym. Anonimowe wrzuty na coś, na co normalny człowiek nie zwraca uwagi w aż takim stopniu, a jeśli już zwraca to nie przyczepia się do tego.
W realu nie usłyszałam ani jednego negatywnego słowa w moja stronę. Na Asku już kilka razy tak. No i o czym to świadczy? O jakże wielkiej anonimowej odwadze? Powiem to co mówi każdy - z anonima każdy może, a co oznacza, że takowe anonimowe opinie nie są nic warte. Chcesz wyrazic swoją opinię, która wezmę pod uwagę? Zaloguj się, napisz z konta, napisz na fb, ujawnij się, czyli podstawowa zasada - nie bądź anonimowy odważniaku.
I komunikat dla pewnej osoby, której strasznie przeszkadza jedna moja cecha - nie, nie zmienię stylu ubierania. Dziś rozmawiałam z Roksaną, a jeszcze wcześniej z Agatą, wyśmiały cię razem ze mną podsumowując twoją wypowiedź jednym zdaniem. "A kogo to obchodzi?" także buziaczki. :)

-

Dzisiejszy dzień może do najgorszych nie należał ale do najlepszych też nie. Źle się czuję i chyba czeka mnie wizyta u lekarza, bad.
Poniżej jedno z moich ulubionych, wykonanych przeze mnie zdjęć.




czwartek, 30 stycznia 2014

Nie będzie żadnego posta powitalnego.

Witam.
Miałam stworzyć notkę o ideologii Gender, jednak mogłaby ona zostać odebrana jako czysta prowokacja z mojej strony w stronę pewnej dziewczyny, więc może innym razem. :)


AUTOAGRESJA - CIĘCIE SIĘ
Oh, dlaczego poruszam właśnie ten, jakże pospolity temat? Odpowiedź jest prosta - wszystko co tu napiszę - napiszę z własnego doświadczenia, niestety.
Dlaczego uważam, że temat jest pospolity? Ciężko znaleźć blog, na którym nie znajduję się wpis o tym temacie. Nie lubię zabierać się za rzeczy, które robi każdy ze względu na możliwe, zbędne porównania do tego jak to zrobiła inna osoba. Po co to?
Przejdźmy do meritum. Przyznacie sami - trzeba mieć naprawdę nachrzanione we łbie, żeby się ciąć. Wmawiaj sobie idioto, że Ci to przynosi ulgę, no wmawiaj. A prawda jest taka, że jeszcze bardziej pogarsza Twój stan emocjonalny (już nie wspominając o fizycznym).
Ale od początku. Przedstawię Wam, jak mniej więcej wyglądało moje uzależnienie. (Zaznaczam moje, ponieważ każdy ma inny próg bólu itd..)
Pierwsza, druga, trzecia kreska: Oł, jak to boli!
Czwarta, szósta kreska: Piecze..
Siódma, dziesiąta: W sumie to nie jest tak źle, da się przeżyć.
Kolejne "etapy" uzależnienia nie są już takie delikatne. A zaczyna się od tego: Nic nie czuje. Jedziemy głębiej. Głębiej, głębiej, coraz głębiej. Tym razem krwawienie nie ustępuje szybko jak wcześniej. Lekka panika i mega ulga jak już się uda "zakleić" ranę.
Rana zawsze zostawała goła. Bez opatrunków, niczego. Często zostawała śladowa ilość krwi gdzieś. Nie umiałam tłumaczyć się z tego w nieskończoność. Spryciula Ania w pokoju wielką paczkę chusteczek, papier toaletowy lub jak mi się poszczęściło to ręcznik papierowy. Takie luksusy. Jednak mądra ja w końcu zainwestowałam w bandaże, plastry i inne takie gówna, które miały mi niby pomóc. Raz się przełamałam i polałam rany spirytusem salicylowym.. Piekło jak... no własnie tak piekło, a więc był to pierwszy i ostatni raz jak tak zrobiłam. Lubiłam ból, ale nie uczucie kiedy wprost moja ręka/noga, cokolwiek, jest atakowane przez substancje żrące. Na szczęście nie miałam nigdy tak, że pocięłam się za głęboko i trafiłam do szpitala. Blizny na rękach poznikały, na nogach został tylko jeden napis i kilka blizn. 
Często dostaję pytanie: Jak z tego wyszłaś? Jak Ci się udało?
Było to trudne i trwało pół roku. (Zwróćmy uwagę na to, że w tym bagnie siedziałam ponad rok, zanik ktoś coś z tym zrobił, zanim ktoś to zauważył.) Niestety nie umiem nic w tej kwestii doradzić. Zaprzyjaźniłam się z osobą, która nienawidzi jak ktoś się chlasta. Ta osoba postawiła mnie przed trudnym wyborem "Masz się nie ciąć. Wybieraj, albo ja, albo żyletka". Znaczy wybór był łatwy i oczywisty, ale dotrzymanie obietnicy, że nie sięgnę po żadne ostrze było trudne. Raz złamałam obietnice i uwierzcie, że wieczór, w którym ta osoba się dowiedziała o tym do szczęśliwych nie należał.
Dlaczego o tym piszesz otwarcie? Nie wstydzisz się tego?
Owszem, w jakimś stopniu wstydzę się tego i mi głupio, jednak nie mogę wiecznie unikać tego tematu. Przyznaję się do popełnionych błędów. Staram się przestrzec jak najwięcej osób przed tym bagnem. Wyjść z tego jest strasznie ciężko.

-

Dla lekkiego wyjaśnienia powiem tyle - nie chwaliłam się tym i nie robiłam tego dla "lansu" jak połowa nastolatków z pseudodepresją i udawaniem zaburzeń afektywnych dwubiegunowych i pseudo skłonnościami samobójczymi tylko po to aby w internecie poudawac sadgirl/sadboy z papierkiem od psychiatry. Miałam problemy, które w tamtym czasie wyolbrzymiałam i wyszło jak wyszło. Jak się później okazało - o tym wiedziało sporo osób przez moja bezmyślność, whatever.